Najprostszy sposób by zadziwiać klientów i zaskakiwać konkurencję.


„Znakiem rozpoznawczym twórczego przedsięwzięcia będzie dla mnie takie działanie, którego wynikiem jest skuteczne zdziwienie”.

Jerome S. Bruner

Co by się stało, gdyby nagle Twoi pracownicy lub zespół, którym kierujesz stali się dwa razy bardziej kreatywni? A może trzy albo nawet pięć razy? Tworzyliby wciąż nowe pomysły np. na nowe produkty, innowacyjne opakowania, usprawnienia procesów, nowe sposoby pozyskiwania klientów, idee na nowatorskie kanały dystrybucji, oryginalne i wyróżnialne reklamy itp.

  • Jakich zmian mógłbyś się wtedy spodziewać?

  • Jak odebraliby to kliencie Twojej marki?

  • Jak zmieniłaby się pozycja Twojej firmy na rynku?

  • Jak zareagowałaby na to Twoja konkurencja?

  • Jaki wpływ miałoby to na realizowaną marzę?

  • Jak zmieniłby się sposób zarządzania zespołem i kluczowe procesy?

  • Czy mógłbyś wtedy wejść na inne rynki?

  • W jaki sposób można by wykorzystać ten fakt w komunikacji reklamowej i PR?

Jakie inne pytania przyszły Ci w tej chwili do głowy? I co w ogóle zrobiłbyś z takim nagłym, ilościowym i jakościowym przyrostem nowatorskich pomysłów i rozwiązań? Czy sama myśl o tym wywołuje w Tobie ekscytację i zainteresowania, czy wręcz przeciwnie – lęk i niepokój? Jeśli to drugie, to dlaczego – czego byś się obawiał? Obfitości kreatywnego nadmiaru? Tego, że nie wszystko udałoby się wdrożyć? Że wiązałoby się to również ze zbyt wieloma zmianami?

Faktycznie, kreatywność wiąże się ze zmianą i jest to istotna zmiana ponieważ wymaga ona stworzenia właściwego środowiska i atmosfery oraz wzmacniania postaw osób zaangażowanych w tworzenie tego, co nowe. Z drugiej strony nie musi to być zmiana kosztowna, czy uciążliwa. Z większością metod stymulujących kreatywne myślenie można się zapoznać dosyć szybko i od razu je wdrażać. Inna rzecz, że samo zaszczepienie kultury innowacyjnego myślenia nie wystarczy. Potrzebna jest również jej pielęgnacja i wspieranie, ale to także nie musi stanowić wielkiego wysiłku organizacyjnego.

Kreatywność nie jest jakimś szczególnym, wrodzonym i specyficznym uzdolnieniem (choć takie rozumienie przypisuje się talentom artystycznym), z którą przychodzimy na świat lub jesteśmy jej pozbawieni. Jest umiejętnością, którą wciąż można wzmacniać i doskonalić. Najistotniejszym zaś jej warunkiem jest zaś postawa i nastawienie cechujące się:

  • otwartością, ciekawością świata i ludzi, ciągłym pytaniem „dlaczego”?

  • zdolnością do rozszerzania lub zmiany znaczeń tego, co znane,

  • wrażliwością na problemy, sposoby ich definiowania, oglądu i analizowania.

  • zdolnością do gotowości i czujności na nowe zjawiska, bodźce, inspiracje,

  • elastycznością i mobilnością – łatwością przystosowania, znajdowania w nowych kontekstach i reagowania na zmienność,

  • zdolnością do oryginalności myślenia – pewną „przekornością” i odwagą kwestionowania status quo,

  • umiejętnością abstrahowania, otwartą wyobraźnią,

Wszystkie powyższe cechy można w sobie odkrywać i wzmacniać oraz co najistotniejsze ćwiczyć. Nasza kreatywność zależy w dużej mierze od elastyczności struktur poznawczych, którymi na co dzień operujemy, a te nie są niezmiennymi konstruktami więc możemy je wciąż zmieniać i kształtować zwiększając własną umiejętność otwieranie się na inny sposób postrzegania i doświadczania świata. I nawet jeśli te struktury mogą czasem sztywnieć i się zawężać, to przy pomocy prostych ćwiczeń można je „rozruszać”, „rozgrzać” i „rozciągnąć” niczym dawno nie używane partie mięśni.

Przywołane na początku słowa amerykańskiego psychologa, który badał procesy poznawcze – w tym warunki działalności twórczej, kładą nacisk na zdziwienie – zaskoczenie, element „aha!” który pojawia się w sytuacji, gdy odbiorca obcuje z efektem twórczego działania. Zdziwienie jest jednak nie tylko reakcją na dzieło, ale również jednym z najważniejszych warunków postawy twórczej.

Postawa zdziwienia jest naturalna dla każdego dziecka, które jest w stanie zaintrygować się praktycznie wszystkim, co znajdzie w otoczeniu. Wszystko wydaje mu się nowe, ciekawe, inspirujące, zdumiewające i zachęcające by z tym eksperymentować, czy zbadać to bliżej. Już jednak w momencie wejścia w proces edukacyjny postawa ta jest skutecznie tłumiona i eliminowana. Pojawia się zewsząd wysyłane i wzmacniane przesłanie „No i czym tu się dziwić? – przecież powinieneś to już wiedzieć, powinieneś to już umieć, znać, po co zadajesz takie bezsensowne pytanie?”.

Lata szkolnej edukacji, obcowania z przekonaniem, że na każde pytanie istnieje tylko jedna właściwa odpowiedź, ciągłego stykania się z mentalnością etykietowania, bezustannej racjonalizacji i instytucjonalnej biurokracji niszczą lub spychają na drugi plan naturalną spontaniczność i zdolność ekspresji. W tym samym czasie tłumiona też jest intuicyjność i łatwość kojarzenia odległych pojęć, oryginalność w wyrażaniu własnych sądów, czy chęć do fantazjowania. Zdolności takie nie są mile widziane w szkole, ponieważ przysparzają nauczycielom jedynie kłopotów i dodatkowego wysiłku zaburzając bezpieczną rutynę i przewidywalność.

Również w czasie poszukiwania pracy powyższych umiejętności (o ile nie zostały zupełnie zniszczone) młody człowiek raczej nie wpisze sobie dumnie do CV ponieważ stereotypowe oczekiwania pracodawców związane są najczęściej z postawą pragmatyczną, realizmem i dyscypliną. I o ile nawet wiele firm umieszcza „innowacyjność” lub „kreatywność” w zestawie korporacyjnych wartości, to bardzo często na tym się właściwie kończy ponieważ faktycznie promowanym wzorcem okazuje się postawa bierna i uległa. I jeśli nawet oczekiwana jest tu jakakolwiek kreatywność, to taka, która jest „bezpieczna”, „uporządkowana”, a często sprowadzająca się do działania w rodzaju „po co się męczyć - popatrzmy, jak to robią inni”.